10 lat po śmierci Bud Spencera Terence Hill przerwał milczenie! Szokujące wyznanie o ich legendarnych bójkach zmienia wszystko
Minęło już dziesięć lat od śmierci Bud Spencera, jednej z największych ikon europejskiego kina. Dla milionów widzów jego nazwisko na zawsze pozostanie nierozerwalnie związane z Terence’em Hillem. Jeden był potężnym, pozornie niepokonanym olbrzymem, drugi – szybkim, sprytnym i charakterystycznie uśmiechniętym bohaterem. Razem stworzyli duet, którego popularność przekroczyła granice Włoch i na dekady zapisała się w historii kina.
Ich filmy pełne były potężnych ciosów, komicznych bójek i charakterystycznych policzków. Publiczność śmiała się, widząc, jak bohaterowie wymierzają sobie nawzajem kolejne ciosy, a po chwili otrzepują ubrania, jak gdyby nic się nie stało.
Ale czy to wszystko rzeczywiście było tylko aktorstwem?
Po latach pojawia się pytanie, które może zaskoczyć nawet najbardziej zagorzałych fanów. Czy słynne bójki Bud Spencera i Terence’a Hilla były tak bezpieczne i wyreżyserowane, jak wszyscy sądzili?
Zanim zostali legendami, ich życie wyglądało zupełnie inaczej
Bud Spencer urodził się 31 października 1929 roku w Neapolu jako Carlo Pedersoli. Pochodził z zamożnej rodziny przemysłowej, ale jego przyszłość długo nie była związana z kinem.
Miał imponującą posturę, lecz za potężnym wyglądem krył się człowiek niezwykle inteligentny i ambitny. Zanim został aktorem, osiągnął sukces jako zawodowy pływak. Reprezentował Włochy na igrzyskach olimpijskich, a jego sportowa kariera przyniosła mu ogromną rozpoznawalność.
Terence Hill, czyli Mario Girotti, urodził się 29 marca 1939 roku w Wenecji. Jego dzieciństwo zostało naznaczone wojenną traumą. Jako chłopiec doświadczył dramatycznych wydarzeń związanych z bombardowaniami Drezna.
Ich drogi życiowe były więc zupełnie różne.
Jeden wyrósł ze świata sportu i sukcesu, drugi bardzo wcześnie zetknął się z kinem i ciężarem wojennej rzeczywistości.
A jednak los postanowił połączyć ich na zawsze.
Pierwsze spotkanie nie wyglądało jak początek wielkiej przyjaźni
W 1959 roku obaj pojawili się w obsadzie filmu „Hannibal”. Paradoksalnie jednak nie spotkali się wtedy w sposób, który można byłoby uznać za początek ich legendy.
Obaj pracowali przy tej samej produkcji, ale nie mieli wspólnych scen.
Minęli się niemal niezauważeni.
Nikt nie mógł wówczas przypuszczać, że kilka lat później staną się jednym z najbardziej rozpoznawalnych duetów w historii europejskiego kina.
Przełom nastąpił dopiero w 1967 roku podczas realizacji westernu „Bóg wybacza… ja nie!”. Problemy z pierwotnie obsadzonym aktorem sprawiły, że do produkcji w ostatniej chwili zaangażowano Mario Girottiego.
Na planie w hiszpańskiej Almerii spotkał wreszcie Carlo Pedersoliego.
I wtedy wydarzyło się coś, czego nie dało się zaplanować.
Ich kontrast był niemal idealny.
Ogromny Bud Spencer i szczupły, błyskawicznie poruszający się Terence Hill stworzyli duet, który od pierwszych wspólnych scen przyciągał uwagę.
Narodziny Buda Spencera i Terence’a Hilla
Producenci chcieli, aby obaj aktorzy przyjęli anglosaskie pseudonimy, które miały ułatwić sprzedaż filmów na rynku zagranicznym.
Mario Girotti wybrał nazwisko Terence Hill.
Carlo Pedersoli stał się Budem Spencerem.
Nowe nazwiska szybko zaczęły żyć własnym życiem.
„Prawa i lewa ręka diabła”, „Niepoprawni”, „Cztery łapy” czy „Dwa asy” sprawiły, że duet zyskał ogromną popularność.
Ich największą siłą nie były jednak same scenariusze.
Była nią chemia.
Widzowie mieli wrażenie, że ci dwaj mężczyźni znają się od zawsze. Ich dialogi, spojrzenia i przede wszystkim komediowe bójki stały się znakiem rozpoznawczym całego gatunku.
Za kulisami sukcesu pojawiły się jednak problemy
Sława miała swoją cenę.
Bud Spencer coraz bardziej odczuwał ograniczenia wynikające z wizerunku potężnego, mrukliwego olbrzyma. Aktor miał wiele innych zainteresowań i nie chciał przez całe życie być zamknięty w jednej filmowej roli.
Terence Hill z kolei zmagał się z ogromną presją zawodową. Ciągłe podróże między Europą a Stanami Zjednoczonymi, zainteresowanie paparazzi i napięty harmonogram pracy zaczęły odbijać się na jego kondycji psychicznej.
Właśnie wtedy ich przyjaźń miała nabrać szczególnego znaczenia.
Poza kamerami nie potrzebowali wielkich słów.
Spotykali się, rozmawiali, jedli wspólnie posiłki i na chwilę uciekali od świata, który nieustannie czegoś od nich oczekiwał.
Ich więź przetrwała również najtragiczniejszy moment w życiu Terence’a Hilla.
Śmierć Rossa zmieniła Terence’a na zawsze
W 1990 roku wydarzyła się tragedia, która na zawsze odmieniła życie Terence’a.
Jego adoptowany syn Ross zginął w wypadku samochodowym. Miał zaledwie 16 lat.
Śmierć chłopca była dla aktora ciosem, po którym przez długi czas nie potrafił wrócić do normalnego życia. Hill wycofał się z życia publicznego, ograniczył kontakty z mediami i znalazł się w głębokim kryzysie.
To właśnie wtedy Bud Spencer miał ponownie odegrać ogromną rolę w jego życiu.
W 1994 roku obaj spotkali się na planie swojego ostatniego wspólnego filmu.
Dla widzów był to kolejny film.
Dla nich – coś znacznie więcej.
Było to pożegnanie z pewną epoką i jednocześnie dowód na to, że ich przyjaźń wykraczała daleko poza kino.
Ostatnie lata Buda Spencera
Z czasem ich drogi zawodowe zaczęły się rozchodzić.
Terence Hill znalazł nowe życie w telewizji, a później zajął się również reżyserią.
Bud Spencer próbował swoich sił w innych dziedzinach. W 2005 roku zdecydował się nawet wejść do polityki, startując w wyborach regionalnych. Sam później uznał tę decyzję za jeden z największych błędów swojego życia.
W 2010 roku duet otrzymał prestiżową nagrodę za całokształt twórczości.
Był to niezwykle symboliczny moment.
Dwaj mężczyźni, którzy przez dekady bawili miliony ludzi, ponownie stanęli razem na scenie.
Bud Spencer był już wówczas poważnie osłabiony.
Nie przypominał potężnego bohatera z dawnych westernów.
Jednak obok Terence’a Hilla wciąż tworzył ten sam duet.
„Grazie” – ostatnie słowo legendy
27 czerwca 2016 roku Bud Spencer zmarł w Rzymie w wieku 86 lat.
Informacja o jego śmierci wstrząsnęła fanami na całym świecie.
Według relacji jego rodziny ostatnim słowem aktora miało być proste „grazie” – „dziękuję”.
Terence Hill pożegnał przyjaciela publicznie, mówiąc o nim jako o jednym z najwierniejszych ludzi w swoim życiu.
Dwa lata później nakręcił film „Nazywam się Thomas”, który poświęcił pamięci swojego wieloletniego partnera ekranowego.
Wydawało się, że historia ich przyjaźni została już opowiedziana.
Aż do teraz.
Dziesięć lat później Terence Hill ma ujawnić prawdę o słynnych bójkach
W 2026 roku, dokładnie dekadę po śmierci Buda Spencera, pojawia się najbardziej sensacyjna część tej historii.
Według przedstawionego materiału Terence Hill miał w swojej autobiografii wrócić do kulis współpracy z Budem Spencerem i ujawnić szczegóły dotyczące ich legendarnych scen walki.
I właśnie ta deklaracja może całkowicie zmienić sposób, w jaki fani patrzą na ich filmy.
Według tej wersji wydarzeń wiele słynnych ciosów nie miało być wcześniej dokładnie ćwiczonych w taki sposób, jak można byłoby się spodziewać. Hill miał sugerować, że ogromną rolę odgrywało między nimi wzajemne zaufanie i doskonałe wyczucie partnera.
Jeszcze bardziej szokująco brzmi twierdzenie, że podczas pracy nad filmami miał doznać kilku urazów.
Jeśli te słowa rzeczywiście padły, oznaczałyby, że legendarny „przyjacielski pojedynek” obu aktorów miał za kulisami znacznie bardziej ryzykowny charakter, niż przypuszczali widzowie.
To nie był konflikt. To było absolutne zaufanie
Najważniejszy jest jednak inny aspekt tej historii.
Nawet jeśli sceny wyglądały brutalnie, ich relacja poza kamerą miała opierać się przede wszystkim na zaufaniu.
Bud Spencer wiedział, że może zaufać Terence’owi.
Terence wiedział, że Bud nigdy nie zrobi mu krzywdy celowo.
To właśnie dlatego ich ekranowe starcia wyglądały tak naturalnie.
Publiczność widziała dwóch bohaterów, którzy okładają się pięściami.
Oni sami widzieli przede wszystkim przyjaciela stojącego po drugiej stronie kamery.
I być może właśnie to jest największą tajemnicą ich sukcesu.
Nie idealna choreografia.
Nie efekty specjalne.
Nie skomplikowane techniki.
Tylko zaufanie dwóch ludzi, którzy przez prawie pół wieku wspólnie przeżywali sukcesy, kryzysy, tragedie i chwile szczęścia.
Dziesięć lat po odejściu Buda Spencera Terence Hill nadal opowiada o ich wspólnej historii. A jeśli jego najnowsze wspomnienia rzeczywiście rzucają nowe światło na kulisy ich filmów, jedno pozostaje pewne: legenda tego duetu nie kończy się wraz ze śmiercią jednego z jego członków.
Bud Spencer odszedł, ale jego ekranowa obecność wciąż żyje.
A Terence Hill, mimo upływu lat, nadal przypomina światu o człowieku, z którym stworzył jedną z najbardziej niezwykłych przyjaźni w historii kina.
Czy naprawdę część ich słynnych bójek była bardziej brutalna, niż sądziliśmy? Czy Terence Hill po dziesięciu latach zdecydował się wreszcie ujawnić kulisy ich współpracy? I czy za wszystkimi legendarnymi ciosami rzeczywiście kryło się coś znacznie ważniejszego – bezgraniczne zaufanie?
Być może właśnie dlatego filmy Buda Spencera i Terence’a Hilla do dziś potrafią wywołać u widzów ten sam uśmiech, co kilkadziesiąt lat temu.
Bo za komedią, hałasem pięści i absurdalnymi bójkami kryła się historia dwóch ludzi, którzy naprawdę stali się dla siebie rodziną.




